Uprzedzając wydarzeń bieg, wrzucam ważne dokumenty na mojego chomika. News’em poniedziałku stała się wiadomość o zaręczynach Mirka. Tym krótkim sposobem zostałem jedyną osobą z mojej klasy nie będącą w formalnym związku.
I znów mnie naszła refleksja. Przez krótki pobyt na portalu społecznościowym ułatwiającym ludziom kontakty z kolegami szkolnych lat... dowiedziałem się informacji kompletnie mnie nie interesujących. Nie mam pojęcia jak kto wygląda teraz, ani czym się zajmuje... Zalała mnie lawina fotografii mężów/żon i dzieci.
Z kolorowych obrazków i pokracznych komentarzy zamieszczanych hurtowo pod nimi, wiem w sumie, że życie dorosłego człowieka ogranicza się do ekscytacji czynami innych.
Dlaczego?
W mojej opinii powinniśmy rozmawiać o sobie. Naszych posunięciach, sukcesach, porażkach. W końcu spłodzenie potomka nie jest czynem wymagającym jakichś specjalnych umiejętności, a w życiu... mamy jeszcze całą paletę celów, jakim powinniśmy sprostać.
Przez chwilkę zastanawiałem się jak wyglądałoby spotkanie klasowe... Gdzie w przypadku moich znajomych obowiązkiem jest przyjść ze swoją połówką (co jest lekko mówiąc chore i bez sensu).
Na myśl nachodzi mi wioskowe szaleństwo kisielowatych majtek.
Pewnie zrobiłbym furorę, przecież szalenie modnym gadżetem jest gejowski znajomy... a jeśli do tego jest w związku, bosh, to normalnie większy szpan niż importowany Volkswagen Golf trzeciej generacji.
Nie wiem tylko czy takie zainteresowanie do końca mi odpowiada. Poszedłbym sam, oszczędzając Arturowi niepotrzebnego nikomu cyrku... albo darowałbym sobie także (tego wątpliwie przyjemnego doznania), profesjonalnie zasłaniając się pracą.
Patrząc na to wszystko, brakuje mi słów. Po prostu. Nikogo nie interesowały moje plany, kroki jakie stawiam by móc je zrealizować czy rzeczy, którymi żyję. Wiadomości ograniczały się do pytania, dlaczego się nie „ochajtałem”, które po prostu zlewałem z resztkami wczorajszej zupy.
Rozumiem, że łączyło nas sporo radości, równie dużo kłopotów i kilka zbędnych przygód, ale wracając w moje życie po latach... nie masz po prostu prawa deptać mojej intymności.
Może nie jestem zwykłym „nienormalnym”, a już po prostu ostro pojebanym?
Nieważne. Wiem, że są miejsca w sieci, do których po prostu się nie przekonam. Jednym z nich jest górnolotna nasza-klasa.
Czas zaciera wszelkie więzy. Szkoda, że ludzie zmieniają się, tak bardzo ograniczając swoje myśli.
Momentami myślę, że tylko ja opieram się płynącej rzece, wierząc dalej w te wszystkie fetysze dorastającego chłopca.
Częściej boję się, że tylko ja nie mam ułożonej reszty swojego życia.
Bezmyślnie podporządkowany reklamie, położę dłonie na obszytej krowią skórą kierownicy... Turn on, Tune in... bo przecież… Ford. Drive One.
I znów mnie naszła refleksja. Przez krótki pobyt na portalu społecznościowym ułatwiającym ludziom kontakty z kolegami szkolnych lat... dowiedziałem się informacji kompletnie mnie nie interesujących. Nie mam pojęcia jak kto wygląda teraz, ani czym się zajmuje... Zalała mnie lawina fotografii mężów/żon i dzieci.
Z kolorowych obrazków i pokracznych komentarzy zamieszczanych hurtowo pod nimi, wiem w sumie, że życie dorosłego człowieka ogranicza się do ekscytacji czynami innych.
Dlaczego?
W mojej opinii powinniśmy rozmawiać o sobie. Naszych posunięciach, sukcesach, porażkach. W końcu spłodzenie potomka nie jest czynem wymagającym jakichś specjalnych umiejętności, a w życiu... mamy jeszcze całą paletę celów, jakim powinniśmy sprostać.
Przez chwilkę zastanawiałem się jak wyglądałoby spotkanie klasowe... Gdzie w przypadku moich znajomych obowiązkiem jest przyjść ze swoją połówką (co jest lekko mówiąc chore i bez sensu).
Na myśl nachodzi mi wioskowe szaleństwo kisielowatych majtek.
Pewnie zrobiłbym furorę, przecież szalenie modnym gadżetem jest gejowski znajomy... a jeśli do tego jest w związku, bosh, to normalnie większy szpan niż importowany Volkswagen Golf trzeciej generacji.
Nie wiem tylko czy takie zainteresowanie do końca mi odpowiada. Poszedłbym sam, oszczędzając Arturowi niepotrzebnego nikomu cyrku... albo darowałbym sobie także (tego wątpliwie przyjemnego doznania), profesjonalnie zasłaniając się pracą.
Patrząc na to wszystko, brakuje mi słów. Po prostu. Nikogo nie interesowały moje plany, kroki jakie stawiam by móc je zrealizować czy rzeczy, którymi żyję. Wiadomości ograniczały się do pytania, dlaczego się nie „ochajtałem”, które po prostu zlewałem z resztkami wczorajszej zupy.
Rozumiem, że łączyło nas sporo radości, równie dużo kłopotów i kilka zbędnych przygód, ale wracając w moje życie po latach... nie masz po prostu prawa deptać mojej intymności.
Może nie jestem zwykłym „nienormalnym”, a już po prostu ostro pojebanym?
Nieważne. Wiem, że są miejsca w sieci, do których po prostu się nie przekonam. Jednym z nich jest górnolotna nasza-klasa.
Czas zaciera wszelkie więzy. Szkoda, że ludzie zmieniają się, tak bardzo ograniczając swoje myśli.
Momentami myślę, że tylko ja opieram się płynącej rzece, wierząc dalej w te wszystkie fetysze dorastającego chłopca.
Częściej boję się, że tylko ja nie mam ułożonej reszty swojego życia.
Bezmyślnie podporządkowany reklamie, położę dłonie na obszytej krowią skórą kierownicy... Turn on, Tune in... bo przecież… Ford. Drive One.



-
Madzieńka:
-
Cipi:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›