• Wpisów: 333
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: wczoraj, 16:21
  • Licznik odwiedzin: 1 369 313 / 1599 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
nienormalny
 
Krew mi się przelewa, jakiś palant na gejowskim portalu legitymuje się moim zdjęciem, oczywiście administracja gówno robi, a zakompleksiony użytkownik moich fotografii (liczba jest nieokreślona, widziałem jedno, źródła podają, że było ich więcej) twierdzi, że „coś mi się pomyliło”.

Niesamowite, jak obcy, nawet nie człowiek, potrafi mnie wkurwić. Żenada. Gorzej, że zaczynam obawiać się, iż wspomniany pedał, może porządnie mi zaszkodzić, podając się za moją personę.



Normalnie, nie ogarniam tego typu skrzywień. Co się będę pierdolił „YAHOO” – jeśli, ma ktoś wolny czas, niech zgłosi do moderatora, bo moje zażalenia są oblewane strumieniem, chuj wie czego.

W związku z powyższym, trwającym kilka dni wkurwem, rezygnuję z recenzji bieżących wydarzeń, albowiem zabrakło mi na takowe energii.

Rzecz jasna, żeby być fair, po części to moja wina, gdyż… to ja skradzione fotografie umieściłem w sieci (na swoim blogu), jednak, z tego co mi wiadomo, nie uprawnia to innych osób do przedstawiania ich jako swoje. Tym bardziej w celach, poznawania nowych ludzi. Na spotkaniu w końcu i tak wyjdzie, że jełop, który przyszedł, nie jest jełopem który był na zdjęciach. W chwili obecnej rozumiem istotę ACTA. Co więcej, z drobnymi korektami, stanę się jej zwolennikiem.

I proszę mi tu nie pierdolić, iż powinienem się cieszyć, że cioty inspirują się moją osobą, bo raczej powodów do zadowolenia nie ma.

Żenującą postawę administracji fellow przemilczę, bo oczywiście, mój profil za pociskanie idiotom potrafią bez dyskusji usunąć, ale… zaistniałej sytuacji nie ruszają.

Reasumując, prawdopodobnie nie ma większych skrzywień w żadnym innym środowisku społecznym. Dlatego, jeśli jesteś hetero… bez znaczenia z jakimi skutkami i osiągnięciami, ciesz się, bo mimo wszystko należysz do znacznie stabilniejszej i bardziej zrównoważonej grupy.

Dawno nie miałem tak silnej potrzeby przypierdolenia komuś po mordzie, a przecież… kurwa! W POLSCE zaburzenia PSYCHICZNE leczy się ZA DARMO!

Zajeb foto, przedstaw jako swoje, udawaj w sieci, kogoś kim nie jesteś… i ciesz się popularnością jaką właśnie zdobywasz.
 

nienormalny
 
W pracy… słońce jakby mocniej świeci, by zemrzeć chowane weekendem.

Planem na środę, wezmę się za sprzątanie. Zaczynając od własnej osoby, na mieszkaniu kończąc.

Przez głowę przetaczają się myśli, które skutecznie uginają kształt pod boskim smakiem wina musującego z Lidl’a – tak, to zdecydowanie najlepiej wydane osiem złotych w moim życiu. I chuj, tablica Mendelejewa nigdy taka pyszna nie była.



Bezsenna noc, wyostrza wszystkie zmysły. Zupełnie jakby „Ferma 2012” zalęgła się między uszami. „Koko, koko, Euro spoko…” krzywi uśmiechem usta.

Rozkładam ręce w bezruchu. „Tengo para ti... toda mi ilusión…”

Odmóżdżenie gejów, wprawia mnie w bezsilność. Kilka razy pod rząd musiałem odpowiadać na pytanie czy jestem hetero… no ja pierdole, mając konto na gejowskim portalu, cóż ciekawego jako heteroseksualny facet mógłbym robić? Powiększać kolekcje skrzywień wśród znajomych? Eghm.

Nieistotne, kilka chwil przed końcem roku szkolnego, nie zrobiłem żadnej pracy kontrolnej. Z przykrością stwierdzam, że jeśli ktoś mnie w dupę nie kopnie, zostanę w miejscu, które podpieram.

„Pandorum”, „ Event Horizon” , „The Thing”… nadrabiane nocami kino, przygotowało mnie na pre-apokaliptyczną sytuację.

„Repo Men”  wzmocnił zapotrzebowanie na niskopienne porno. Przynajmniej wiem, jak mój bohater wyglądać powinien. Swoją drogą, nie sądziłem, że jestem zdolny do pustego gapienia się na jakiegoś aktora.

No kurwa! Pitu pitu, a nic się nie zmienia. Doszedłem do perfekcji w robieniu tego, czego wykonywać nie powinienem. Dwa dodatkowe momenty i sięgnę pułapu „pupci” migającej się od wszystkiego. ;/

Trzy kolejne przebłyski… pięćdziesięcioletni Volkswagen na podjeździe…

„…Hugs and love… I’m here to stay.”
 

nienormalny
 
Z dniem wczorajszym najnormalniej umoczyłem. Po tygodniowej, wirtualnej znajomości, zdecydowałem się na ekspresowe spotkanie, które po prostu, potwierdziło moje obawy. Chłopak okazał się idealny (z systemem wad, tworzących bardzo sympatyczne zalety).



Za chuja się nie dam. Prędzej wezmę udział w kolejnej edycji „Pamiętników z wakacji”.

Muszę tylko oswoić myśl, że więcej już go nie spotkam. Zaciskając zęby, do poniedziałku powinienem się ogarnąć. Przede mną pasjonujący weekend w szkole (2x 8-17) oraz całkowity brak planów na dni majowej wolności... Znaczy, może inaczej, koncepcja jest, ale pisanie prac kontrolnych to nie moje wymarzone zagospodarowanie wyżej wspomnianego czasu.

Dwa szybkie wciągnięcia dymu do płuc. Wystawiona na słońce twarz, rozgrzana promieniami kierownica.

Zaproszenie na ślub Zielonookiej w dalszym ciągu zalega nieotworzone na biurku. Do niektórych decyzji trzeba po prostu dojrzeć.

Potęguję własne braki. Może to dziwne, ale… stęskniłem się za rozmowami, z dwoma wirtualnymi kumplami. Szybkie sprawdzenie rezerw finansowych u mojego operatora: 48,40 PLN do pierwszego. Trzy dni, powinno wystarczyć. Chyba, że Anka wpadnie w kolejną niziną kotlinę.

Zwrot głową w dwie strony. Prace nad nowym mostem, za oknem przyspieszyły.

Z cichą nadzieją, wierzę, że ten weekend zapiję ze szkolną ekipą – przynajmniej jeszcze do wczoraj zamiar taki się tworzył.

Pozytywnie gryząc myśli, to druga iskierka nadziei tego roku. Tyle, że to ja jestem lekarstwem. Szkoda, że głównie na zaparcia ;/

„Dzień podły jak kac, nie wróci już więcej… daj, siebie mi daj. Podaruj mi tęcze.”

Zostaw „to, co w Tobie jest małe i szare” – bo to… mój ulubiony rozmiar i kolor.

Ave Maria, krzyż zarzuć na plecy, unikaj wody święconej… i pierdol drobnomieszczańskie fetysze.
 

nienormalny
 
Słońce odbija się od blach zaparkowanych samochodów, gołe konary drzew, rytmicznie kołyszą w oddali.



Kurz, wiruje bezwładnie, opadając na suchej nawierzchni. Can u take me? Take me higher?

Wódka jest zdecydowanie najlepszym przyjacielem mojej osoby, po krótkiej nasiadówce u Anki, morale wraca do normy, co prawda proces ten prawdopodobnie potrwa jeszcze kilka dni, ale… na kacu myśli płyną wolniej.

Prędkość zmian, wprawia mnie w zakłopotanie, tornado które bombarduje każdą chwilę mojego życia. Już tylko w piosence, cały czas ta sama stodoła płonie.

Patrząc na kalendarz, muszę, zagęścić ruchy, jeśli chcę wyrobić się z projektami do pierwszego. Nie mogę doczekać się momentu, w którym miasto zacznie rozdawać moje foldery. Przyznam, że z lekką ciekawością czekam na wprowadzone przez urząd poprawki.

Zważywszy na styl w jakim spędziłem noc… odbicie w lustrze, nawet nie straszy. Z czystego lenistwa, postanowiłem zostawić zarost, eksperymentując z jego długością. Pożyjemy, zobaczymy, ogolić zawszę zdążę.

Brzuchol stopniowo zanika. Żeby tak się z klonować, dopasować do potrzeb i gryźć szczęśliwy związek.

W zasadzie, gdyby nie bijący ode mnie swąd papierosów… czułbym się komfortowo. Chyba będę musiał rozważyć, powrót do elektronicznej wersji nałogu.

Głowa do góry, tak, żeby nos kreślił ślady na niebie. Nie martw się, nowe buty przystosowane są do gówna, w które wdepniesz.

Domyślam się, że tak właśnie historia krąży. Naturalnym torem dzień po nocy wstawiając.

Jak dorwę tego kurdupla zwanego Amorem, z wielką, nieukrywaną satysfakcją wsadzę mu jego własną strzałę w dupę. Chyba, że wcześniej znajdę lekarza, który dobrowolnie usunie mi ośrodek odpowiedzialny za emocje.  Bo póki co, łatwiej o aborcję.

Swoją drogą… ciekawe, czemu ostatnio wszyscy mnie pytają, dlaczego mój pierwszy facet się ożenił… eghm, gej, dziwne stworzenie.

Dziesięć stopni więcej, trzy guziczki mniej… targi motoryzacyjne w Poznaniu. Chętny ktoś na imprezę?
 

nienormalny
 
Wypijmy, za tych, którzy mieli być “na zawsze”.

Budowana tygodniami, siła, prysła w przeciągu dwóch poniedziałkowych minut, cofając mnie do ubiegłorocznej formy.

Gdybym umiał płakać… wyłbym w najciemniejszym kącie mieszkania.*



Piękne, bladobłękitne niebo, kreśli słońcem przestrzeń… Czas swój bieg wstrzymuje, bezruchem więżąc zegar.

Z oddali słyszę gwar… wiatrem głoszącym zmiany. Wiosenne powietrze, którego nie doceniam. Obserwuję jak w mojej głowie, tli się seria kadrów… Pierdolonych zdjęć, budzących skrzętnie skrywane wspomnienia.

Pragnę powstrzymać myśli. Desperacko szukając zajęcia.

Szept znajomych wtłacza w moje uszy dalszą rację bytu… Krzykiem próbując ogarnąć to, czego sam nie umiem. Posłusznie udając, spędzam swój czas, patrząc jak słońce zanika…

Dnie następują po sobie,  przeplatane sznurem gwieździstych nocy.

Piąty, dziesiąty… piętnasty… papieros gaśnie rzucony w piachu.

Zagubiony, zmarznięty, przestraszony… Miast ruszyć, buduję enklawę na środku skrzyżowania, które systematycznie odwiedzam. Po latach, wierząc, że właśnie to miejsce, jest kresem mojej podróży.

I nie, nie potrafię zapomnieć tego wieczora… w którym, wraz z Tobą straciłem i siebie.

Odkrywając cynizm sztucznie tworzonej osoby. Stałem się człowiekiem, traktującym ludzi powierzchownie. Zupełnie tak, jak mnie nauczono. Bez zastanowienia, chowając braki, w pustym odbiciu wyglądu. Fryzjer, kąpiel, dwa kremy. Peeling (sic!), strzyżenie, ćwiczenia… zlep bzdetów, ułatwiających przekazanie światu, perfekcyjnie dopracowanych kłamstw.

Kilka godzin wieczora, dzięki, którym dawno nie wyglądałem tak dobrze... wszystko po to by ukryć fakt, iż tak naprawdę równie dawno, nie było mi tak źle. Piękna i Bestia, cała bajka Disney’a w jednym zwykłym chłopaku.

To uczucie… wydech po długo wstrzymanym oddechu. Za nimi kolejne, krztuszące płuca powietrzem.

Gdy biegniesz i Twoje cycki podskakują… a jesteś facetem.

Dwudziesty, trzydziesty… czterdziesty…

Patrząc sobie w oczy, odbite brudnym lustrem… wiem, że nie potrafię żyć, definiując świat bez Ciebie. Zamykając je… zastanawiam się, dlaczego, tak dużo robię by udawać, że jest inaczej?

*W głębi serca czując, że nie mogę okazać tej pieprzonej słabości. Jestem mężczyzną, a to przecież zobowiązuje. Muszę być chujem, chamem, złamasem... egoistą, dostającym „karne kutasy” za parkowanie na kopercie (pozdrowienia dla „doktor” Zielińskiej). Nie kluchą, która wierzy w fetyszystyczne aniołki z baśniowym „happy end’em” na mecie.

Pozostaje mi dziękować, że ludzie pytający mnie o wnętrze, nie dysponują wariografem… Dziękować, za to, że umiem stworzyć pozory…. Dziękować, że ma mi kto dać po mordzie, gdy na kłamstwo nie mam siły.
Pozostaje mi podziękować, za doświadczenie, które zostawiłeś.

„No I can’t forget tomorrow…”

Wierzyć, że gdy obudzę się, nie będę nic pamiętał… drogi budziku, to jest chwila, w której powinieneś interweniować.  DZWOŃ KURWO! DZWOOOOOOOŃ!
 

nienormalny
 
Za wszystkie pomyłki, których żałuję.

”…pull  them up to the end, push, push, push… try again...”

Karnawał zakończony. Trzema piwnymi grzańcami, zaskakująco miłą pogawędką i totalnym rozpierdzieleniem diety.

Minione kalorie, wypieram dniem dzisiejszym. 74,5 kilograma. Marazm.



Niespodziewanie silny wiatr, potęguje wrażenie niepokoju. Wilgotna, ustępująca pod stopami ziemia, odbija szarość brudnego post zimowego świata.

Szum błyszczącej lampami ulicy, tonuje moje wnętrze. Słuchając otoczenia, staram się nie istnieć. Mentalnie. Zupełnie tak, jakbym w umyśle zaszczepił IQ Jolanty Rutowicz, albo innej, dawno nie widzianej Frytki. Z dwoma gołębiami w dupie.

Tłoczona w głowę muzyka, dreszczami zamiera na ciele. Schodząc od szyi, powolnymi ruchami, w dół mojej osoby.

Lekkie wibracje, muskają wszystkie członki. Pozostawiając resztę w wolnym obiegu myśli. Naturalny system wymiany emocji. „It must have been love” z wszystkimi hitami Roxette.

„How do You do?”

Drugie, trzecie… czwarte auto przebija światłem ciemność. Żłobiąc jasne rysy na mojej twarzy. Kontrast cienia w którym chowam, ten, jakże niebezpieczny fragment własnej słabości.

Do momentu, gdy wstanę. Pozbawiony swej przezorności.

Kątem oka, dostrzegam rzeczy, które nie istnieją. Świadomie kreśląc je, nim będą realne. „And the stars will show, where the…” wody w bezwładzie płyną.

Stereofonia wieczora, rozlewa się dogłębnie. Łaskocząc nieużywane organy. Nie mogę się powstrzymać, by chwycić klucze ze stołu.

Z niemym brzmieniem gwiazd… niedbale narzucam kurtkę, by móc jak najszybciej wtulić się w fotel czekającego na mnie samochodu. Otoczony systemem poduszek, których w życiu brakuje… jakże kochanej przeze mnie iluzji bezpieczeństwa. Zamkniętej w sześciu niewielkich napisach „airbag”.

Kilka chwil od teraz… pieszczony analogią zegarów, z niebiesko-czerwoną poświatą, mógłbym już pozostać.

Mocne drżenie uruchamianego silnika, nieco lżejsze, gdy schodzi z obrotów…

Start. Stop. Stop. Start. Zapach palonego szczęścia. 5,79 PLN/litr.  Ciemna , pusta droga. Bieg wpinany z oporem. Brutalnie twarda kierownica. Bezpieczny taniec umierających zmysłów.

”…pull  them up, do it babe! Push, push, push…”

Niewyobrażalnie tandetne plastiki tłumione zapachem wilgotnego asfaltu. Prawie zerowa przyczepność całosezonowej ściemy. Kufer, doganiający maskę w zakrętach.

Patrząc na powyższe… też dochodzę do wniosku, że pusty, ponadprzeciętny… całkowicie niezobowiązujący seks rozwiąże moje problemy. „The big L” wyrzucony z krwioobiegu.  Tylko, jak, fajnemu, pełnowartościowemu facetowi powiedzieć, że potrzebna mi jedynie jego dupa? Hmmm, Quest jak u Szekspira.

„Pull them up!”

Jeden. Taki z zasadami kółka gospodyń wiejskich… „Tańczy, śpiewa, recytuje, daje dupy i gotuje”. Jeden, bez wiążącego kontraktu. Poproszę.
 

nienormalny
 
Wzmożony wysiłek połączony z dość radykalną dietą, sprawił, że z piątkiem jest mnie o ponad półtora kilo mniej… Samopoczucie rośnie proporcjonalnie do morale jednostki którą jestem.



Spoglądające na mnie zewsząd czwartkowe pączki, potraktowałem tym samym, żenującym uśmiechem, co bajki o wielkiej, życiowej miłości (i innych tego typu sraczkach).

„Zabawnie tak, oddychać przez różową słomkę.”

Gdy wszystko zatrzymuje się, na chwilę Twojego życia… masz czas by spełnić schowane pod poduchą fantazje.

Wyciągam więc wybitnie dużą stertę zapomnianych marzeń, skrupulatnie przypominając sobie o dzieciaku, którym kiedyś byłem.

Kąciki oczu mrużąc w uśmiechu. „Każdą myśl, zamień w pozytywne słowo.”

Część swoich pragnień rzucam do kosza. Wypierając je nowo budowanymi tworami. Przynajmniej wiem, jak ma wyglądać moja teraźniejszość. Nie chcę w swoim bycie absolutnie żadnej miłości, ani innych, jej podobnych klęsk żywiołowych. Singlostwo, to coś, w czym jest mi najlepiej… taki idealnie dopasowany strój, w którym czuję się naturalnie. Gorzej, że każdej napotkanej personie z osobna… muszę to wszystko tłumaczyć.

Dupa, dupa, dupa, dupa, cycki, fiut.

Zapędy seksualne ostudzę lodowatą wodą. Żadna żądza nie będzie moim losem kierować.

Obiecałem „bąblowi”, że gdy dobiję trzydziestki, się z nią ożenię… coraz poważniej myśląc, że to rozwiązanie nie będzie moim najgłupszym pomysłem :D wróć, technicznie, to była jej idea, więc… nie mam się czym chwalić.

Dobrze jest. Odbicie w lustrze, mówi mi to samo. Kłócić się nie zamierzam.

Będę miał swoją własną lalkę Barbie. Co prawda, Ken ze mnie chujowy, ale kto by tam na detale spoglądał.
 

nienormalny
 
Wybielone śniegiem ulice… męczą przyzwyczajony do szarości wzrok. Mróz ustępuje miejsca przyjemnemu, orzeźwiającemu chłodowi.

Zamykając oczy… wtłaczam do uszu, stare dawno zapomniane przeboje.



Z umiarkowanie silnym postanowieniem przechodząc na dietę.

Przede mną troszkę wyrzeczeń, znacznie więcej zapomnianego dawno ruchu i całkowicie spieprzony humor, wynikający z odstawienia słodkich przyjemności :/

Całe szczęście tym razem, zostało mi dużo mniej do nadrobienia.

wynik początkowy: 76 750 gram mojej osoby,
rezultat docelowy: okolice 66 kilo, kogoś troszeczkę innego.

Doskonale wiem, że czekolada to najpowszechniejszy substytut seksu, dlatego w tym roku… potrzebny mi jakiś sprawdzony zamiennik czekolady, który ułatwi nieco realizację wyżej wspomnianego ruchu.

Taki żółty Camaro, którego mógłbym pchać co niedziela wokół swojego osiedla :D w myśl amerykańskiego sloganu „Chevy runs deep”.

Przeglądając tęczowe profile, produkuję coraz większą zmarszczkę w kąciku swoich ust. Ułańska fantazja połączona z podrzędnym porno, w opisach „co-niektórych”, sprawia, że mam ochotę uruchomić różową wersję portalu wiocha.pl

No tak, przecież „we live in the era of the Smart Phones and Stupid People”. Dlaczego zatem zdziw na moim czole?

Do chuja wafla, żeby przeciętny gej pobrał troszkę inteligencji od swojego telefonu, który tak zajebiście słitaśne foty produkuje… mógłbym nawet skusić się na dłuższą niż zwykle rozmowę.

Look on the floor… Chwila, moment, czy nie dzisiaj jest to plastikowe święto tynkowego onanisty? Bosh, przecież ja w planach mam samotną kolację na mieście… długi spacer i kąpiel w syntetycznych płatkach róży. Nie, ale w sam pierw wizyta u fryzjera. W końcu ruszam ze sobą na randkę :D Chyba zaczęły mi się podobać politowania godne spojrzenia zakochanych.

Życie singla… zaskakująco proste, bywa całkiem urocze :) zwłaszcza, gdy ma się psa, który późną nocą, przytuli się do Ciebie.
 

nienormalny
 
Cichym szmerem przybył wieczór, śniegiem niosąc chłód w mym sercu.
Między palce wkradł się żal, który zatarł echo dnia.

Z pamiętnika singla, dzień X, jeszcze tylko dwie literki i… zacznę zabawę od nowa.

Zrywając kartki kalendarza, który mówi, iż nastał Luty… znowu nie mam pojęcia gdzie schowałem miesiąc poprzedni. To się chyba starość nazywa.

Zwolna siadam więc zmęczony, troszkę spięty, przestraszony…
W głowie zbieram każdą myśl, tak by wiedzieć dokąd iść.



Po dłuższej, mniej zacnej refleksji, rozkładam nogi okrakiem… dochodząc do wniosku, że bez porządnej nawigacji się nie obejdzie. I tu kolejna rozkminka, bo w mojej dupie, sygnał z satelitów zdaje się nie istnieć… hmmm, zapewne miłosne motylki, skrzydłami skutecznie blokują powyższe.

Zerka na mnie światło świecy, cieniem pieszcząc moje plecy.
Zza zasłony księżyc błyszczy, jakby świat chciał srebrem czyścić.

Po poliku spływa łza, delikatna tak jak ja…

Zmęczyły mnie puste, syntetycznie tworzone komplementy. Inwazja obcych, usiłująca wedrzeć się w chwilę mojego życia. Zupełnie jak w amerykańskim filmie o Armagedonie. Ja… chcę po prostu spokoju. Nie zamierzam udawać, że interesuje mnie życiorys, kogoś, kto rzuca we mnie dwuznacznymi propozycjami.

Uprzedzając pytania, na które nie chce mi się z osobna odpowiadać,
nikogo nie szukam, po prostu wiszę sobie w tęczowym świecie, żeby odeprzeć argument, iż niczego w kierunku miłości nie robię :)
Tak, brakuje mi seksu, lecz jestem na tyle dorosłym człowiekiem, że umiem sobie z tym „problemem” poradzić. Bez pomocy anonimowej (i darmowej!) dziwki.
Jestem też gejem, dlatego potrzebuję faceta. Prawdziwego, męskiego, normalnego… a nie kobiety, która po prostu wylądowała w ciele nie tej osoby. Gdybym pragnął niewiasty, zapewniam, że imitacja to nie mój świat. Nie lubię podróbek równie mocno jak homoseksualnych parad miłości.

Słyszę oddech, serca rytm, czuję siebie, jakbym był…
Jakbym wiedział czym jest życie, które ginie w swoim szczycie.

Z aparatem w dłoni, przemierzę toruńską starówkę. Tak, żeby doprowadzić projekt dla miasta do ostatecznej granicy, bez ryzyka pozwów w świetle wprowadzenia ACTA.
Żebym jeszcze dysponował, czymś takim jak aparat… znów, z obiektywem telefonu, trzeba będzie udawać PRO.

„brzydka ona, brzydki on… to nie w tym rzecz” – mój wygląd, świadczy o niczym, dlatego, zanim napiszesz… odpuść sobie durne sugestie. Nie jestem desperatem, żeby lecieć na byle fiuta. Między innymi dlatego, nie mam zamiaru spotykać się w realnym świecie z ludźmi, którzy nawet przez Internet nie mają nic do powiedzenia.

Prywatnie. Moje „pozdrawiam” to tylko nieco grzeczniejszy synonim słowa „spierdalaj”.

I gdy wszystko jest już jasne… drogi pamiętniczku, udam się na obchody osiemdziesięciolecia istnienia mojego taty. Pijąc herbatę za jego zdrowie.

Jakbym wiedział, gdzie jest wiatr, który cichnie idąc spać…
  • awatar matrixx: to prawda wygląd o niczym nie świadczy, ale sami wiem jak to wygląda na portalach :(
  • awatar JaKaśka: koszmarna grafomania
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nienormalny
 
Historia kręgi zatacza. Z każdym powrotem, odchodzi się łatwiej. Tylko między uszami ląduje myśl, czy… chcemy powtarzać minione zachowania.(?)

Gorzej jeśli na takowe działania, nie mamy większego wpływu a jedynie, we własnej głupocie pragniemy przeżyć każdy następujący po sobie dzień.

Zaczynając raz kolejny.

Nieistotne. Oficjalnie stwierdzam, że nie rozumiem mężczyzn, no a przynajmniej tych spod znaku tęczy.



Dlaczego, decyzja o dalszej znajomości nie może być taka prosta? TAK/NIE… i po krzyku. Miast tego... jakieś dalece idące podchody. Podnoszące stężenie stresu w moim organizmie.

„Wybacz chłopcze, gdy się tak uśmiecham.”

Lub dla kontrastu, stosowanie wymuszeń, z nachalną prośbą o natychmiastową deklarację… Tak jakby w życiu, po jednym wspólnie wypitym piwie należało zmienić status związku na facebook’u. Tak jakby… ta pozycja była czymś wiążącym.

“Wybacz, proszę, lecz nie na to czekam.”

Podobno widać po mnie, że mam małe doświadczenie w kontaktach z homoseksualistami. Być może, pewnikiem jest to, że nie zamierzam owej praktyki zdobywać.

Miast tego… usunąłem słomę z głowy, wypierając ją, czymś, co według Schwarzkopf’a jest „ciemnym blondem”… I ja kurwa, naprawdę nie wiem, czy to taka filozofia zrobić normalną farbę do włosów?

Zamykam oczy, kręcąc swoją pupą. „I love rock’n’roll”, niech on będzie moim partnerem. Z poruszającym dźwiękiem coraz mocniejszych głośników, mógłbym oznakami szczęścia chłonąć dalszą drogę.

Z nowym, zupełnie niepotrzebnym telefonem.

“Wszystko czego dziś chcę… PAMIĘTAJ O TYM, polecieć chcę, tam i z powrotem, z ramion Twych wprost do nieba. Do nieba!”

Wnętrze znowu krzyczy. Dopiero stygnę w swoim „singlostwie”, a już zaczynam się spalać, krążąc na granicy kuszącego mnie ryzyka… Masakra. Super Niania, powinna wręczyć mi „karnego kutasa” powiązanego z zakazem tworzenia jakiejkolwiek relacji.

Przede mną jeszcze tylko jedna randka, z budzącą ciepłe odczucia Izabelą, kobietą rok starszą ode mnie, umiejscowioną w dokładnie tym samym etapie behawioralnego jestestwa.

“Wszystko czego dziś chcę… pamiętaj o tym, DOLECIEĆ RAZ, tam i z powrotem, więcej mi nic nie trzeba. Nie trzeba!”

Jeszcze tylko jedna, wyjaśniająca wszystko rozmowa.

Smak pierwszego pocałunku, zalewa moje usta. Wszystkie możliwe przyjemności, kończą się tragicznie. W chwili obecnej, niczego nie będę przesądzał. Bez wykluczania nawet najbardziej irracjonalnych rozwiązań.

Słuchaj… zaufaj sobie jeszcze raz. I nie pij tyle, poznając nowe osoby.

Teraz…  Mały, podaj rękę… spieprzamy!
  • awatar Nieufny: Z doświadczenia wiem, że błędy ciągle się powiela, ale za każdym razem w mniejszym stopniu. Kochać? Zawsze... Jednak jakie to uczucie? Sam nie jestem pewien. Według mnie życie jest proste i piękne. Tylko my je komplikujemy. Łatwiej było powiedzieć A, a nie C... kwestia podejścia... nieufny.blog.pl
  • awatar Another~~: pan pod spodem chyba ma słuszność, życie nie jest takie trudne, ale sami je sobie komplikujemy, głównie przez nasze pokręcone uczucia.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Blog tylko dla dorosłych

Dalsze strony zostały uznane przez właściela bloga za zawierające treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich (mających ukończone 18 lat). Strony te zawierać mogą w szczególności treści o tematyce erotycznej, a także treści drastyczne lub inne przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując się na zapoznanie z treścią tych stron, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Korzystanie ze stron zawierających treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich następuje na ryzyko osoby decydującej się zapoznać z takimi treściami.

Oświadczam, że mam ukończone 18 lat i wchodzę na własną odpowiedzialność.