Po dziwnym piątku nadeszła sobota, leniwa, bezpłciowa, spędzona w łóżku... ustąpiła miejsca niedzieli, rozpoczętej ekspresowym biegiem z Sarą. Plany jak zwykle wyparowały trącone zdarzeniami. Z gorącym kubkiem w dłoni zapisałem na dysku trzy sezony „Allo Allo”.
Ciche pierdnięcie przesunęło kalendarz na wtorek... omijając poniedziałkową wizytę w skarbówce, wykreślając romantyczne popołudnie z formularzami PIT. Okropny ból brzucha nie pozwolił, zostawić samochodu w domu.
Słucham brzęczącego w oddali telewizora, bawiąc się cieniami powstałymi na ścianie. Oczy podrażnione godzinnym rozpalaniem pieca, jeszcze trochę pieką. Chciałbym zamknąć powieki, leżąc na podłodze zasnąć bez żadnego problemu.
W swojej fantazji płynąc.
Myślę sobie o pięknych drogach piekła, które dobrymi intencjami brukują. Zza kierownicy patrzę na rzeczywistość i żałuję, że naszych ulic nie da się samymi chęciami załatać.
Zapalam papierosa, kalkulując, jak dużo pieniędzy wyrzucam z dymem. Jedna z nielicznych w życiu rozkoszy, z której po prostu nie chcę rezygnować.
Umorusany samochód zdaje się prosić o myjnie. Jasna tapicerka wtopiła się w kolor piasku na dywanikach. Niby to tylko 30 minut z odkurzaczem w ręku, a brzmi jak cała wieczność. W myśl zasady „co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze” decyduję się na dwa dni wolnego.
Zmieszany weselnym zaproszeniem, nie wiem jak się zachować. Mój instynkt podpowiada, że bycie na ślubie Artura brata to dla nas wszystkich raczej kiepski pomysł. Wśród garstki ludzi, nie wtopię się udając fotografa z bazową „cyfrówką” w ręku. Rola szofera także odpada... czasy w których para młodych jechała zwykłym sedanem już dawno minęły... Bajkową karocą nie dysponuję... Boję się, że moja obecność, może im popsuć dzień, który powinien być idealny.
Nie potrafię odpędzić wrażenia chaosu, ale wiem, że często mam rację spoglądając na rzeczy, których mój partner nie dostrzega. W takich momentach wyraźnie widzę, jak zgrany zespół tworzymy, uzupełniając wzajemnie swoje myśli.
Patrząc na tykający zegar zastanawiam się, czy wieczór da nam czas dla siebie. Potrzebuję kilku drobnych chwil odbicia od codzienności. Bez głosu zestawu słuchawkowego. Z realnym dotykiem Twoich dłoni.
Wilgotnego szeptu otulającego zmarznięte uszy. Krzyku zagłuszającego niepokój.
Ciche pierdnięcie przesunęło kalendarz na wtorek... omijając poniedziałkową wizytę w skarbówce, wykreślając romantyczne popołudnie z formularzami PIT. Okropny ból brzucha nie pozwolił, zostawić samochodu w domu.
Słucham brzęczącego w oddali telewizora, bawiąc się cieniami powstałymi na ścianie. Oczy podrażnione godzinnym rozpalaniem pieca, jeszcze trochę pieką. Chciałbym zamknąć powieki, leżąc na podłodze zasnąć bez żadnego problemu.
W swojej fantazji płynąc.
Myślę sobie o pięknych drogach piekła, które dobrymi intencjami brukują. Zza kierownicy patrzę na rzeczywistość i żałuję, że naszych ulic nie da się samymi chęciami załatać.
Zapalam papierosa, kalkulując, jak dużo pieniędzy wyrzucam z dymem. Jedna z nielicznych w życiu rozkoszy, z której po prostu nie chcę rezygnować.
Umorusany samochód zdaje się prosić o myjnie. Jasna tapicerka wtopiła się w kolor piasku na dywanikach. Niby to tylko 30 minut z odkurzaczem w ręku, a brzmi jak cała wieczność. W myśl zasady „co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze” decyduję się na dwa dni wolnego.
Zmieszany weselnym zaproszeniem, nie wiem jak się zachować. Mój instynkt podpowiada, że bycie na ślubie Artura brata to dla nas wszystkich raczej kiepski pomysł. Wśród garstki ludzi, nie wtopię się udając fotografa z bazową „cyfrówką” w ręku. Rola szofera także odpada... czasy w których para młodych jechała zwykłym sedanem już dawno minęły... Bajkową karocą nie dysponuję... Boję się, że moja obecność, może im popsuć dzień, który powinien być idealny.
Nie potrafię odpędzić wrażenia chaosu, ale wiem, że często mam rację spoglądając na rzeczy, których mój partner nie dostrzega. W takich momentach wyraźnie widzę, jak zgrany zespół tworzymy, uzupełniając wzajemnie swoje myśli.
Patrząc na tykający zegar zastanawiam się, czy wieczór da nam czas dla siebie. Potrzebuję kilku drobnych chwil odbicia od codzienności. Bez głosu zestawu słuchawkowego. Z realnym dotykiem Twoich dłoni.
Wilgotnego szeptu otulającego zmarznięte uszy. Krzyku zagłuszającego niepokój.


” o losie, za cztery dni święto murarza



-
XDXenia:
-
Myosotis_arvensis:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›